Forum - Galeria Zdrowia, Marketingu i Rozrywki - Strona Główna - Galeria Zdrowia, Marketingu i Rozrywki -
Public Relations - kursy i szkolenia - oferty terapeutyczne
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Władysław Andrzej Pitak -1975- Taniec kogutów

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum - Galeria Zdrowia, Marketingu i Rozrywki - Strona Główna -> 1 Liceum Ogólnokształcące - Wrocław
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
jagram
Gość






PostWysłany: Czw 1:38, 27 Sie 2015    Temat postu: Władysław Andrzej Pitak -1975- Taniec kogutów

Władysław Andrzej Pitak​ -1975 r.Zgorzelec-Ogóln.Spotk.Amat.Teatrów Jednego Aktora. III nagroda za udaną inscenizację zabawy teatralnej.







Tematem monodramu były wady i zalety narodowe Polaków w kontekście paradoksalnej, jak na owe czasy, propozycji zawarcia unii między nieistniejącymi państwami - Rzeczpospolitą Polską a Republiką Szkocką.

Monodram pt. "Taniec kogutów" napisał w konwencji satyrycznej wg szkiców szkockich Stanisława Broszkiewicza pt tym samym tytułem , co monodram.


[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
admin
Administrator



Dołączył: 23 Kwi 2006
Posty: 198
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 19:03, 19 Lut 2016    Temat postu:

.
Marzenie przed ogórkami

(Głos Koszaliński - Magazyn 31.05-1.06.1975)

Było to tak. Wyszedł facet. Niepozorny, ale za to w smokingu. Rozebrał się do koszuli i spytał swojego kumpla, czy jedzie na urlop. Kumpel coś zamamrotał i wtedy zaczęło się wydawać, że ten kumpel wcale nie jest kumplem. I tak też było. To nie był kumpel. A ten facet okazał się normalnym aktorem. No i tak nas przerobił - od początku do końca.

Przepraszam najmocniej Szanownych czytelników za slang. To nie moje - to fragment relacji jaką zdawał jeden młody człowiek drugiemu po obejrzeniu ostatniego spektaklu "Sceny monodram" w koszalińskim WDK. I to wcale nie znaczy, że tenże młody człowiek używa tylko cytowanego wyżej i nam, starszym niezbyt zrozumiałego języka. On że, na spotkaniu po spektaklu "taniec koguta" zupełnie poprawną polszczyzną wiódł spór a aktorem - amatorem Władysławem Pitakiem. Bo też nie w slangu sprawa. Ale w tym, że niechcący natrafiłem w Koszalinie na nader ciekawą imprezę i na nie mniej interesujące audytorium.

"Scenę monodram" prowadzi Miejski Ośrodek Kultury przy WDK bodaj od roku. Ale że jestem przekorny, dopiero ostatnio dałem się uwieść opublikowanemu w "Głosie" zaproszeniu i poszedłem. Z początku poczułem się nieswojo: sala niemal pełna, a widzowie o połowę młodsi ode mnie. Skryłem się więc w gąszczu i zacząłem podsłuchiwać. Jakieś dziewczyny twierdziły zgodnie, że Hanin ostatnio "pokazała klasę" i że teraz, za tydzień czy dwa, będzie tu niejaki Hańcza. A potem wszedł właśnie "facet" i zaczął po prostu zaczepiać publiczność. Zaczepiał tekstem Broszkiewicza. I prowokował do tego, że w końcu rzecz z pozoru ucieszna a krotochwilna ukazała jakiś, wcale nie błahy podtekst: musiałem się na serio zastanawiać, jakimi to sposobami można nie szargając narodowych świętości, powiedzieć narodowi jak jest łatwowierny, ufający zbyt łatwym przyjaźniom i nie przewidujący strat niesionych przez pozorne zyski. Ale, ale... dałem się sprowokować niejakiemu Pitakowi do niemal filozoficznych wynurzeń. A tymczasem ważne tu jest co innego.

To, że publiczność zaskoczona przecież niecodzienną formą przedstawienia, prowokacją do współuczestnictwa i współpartnerstwa z aktorem - przyjęła bez specjalnych wstrętów narzucona konwencję. To dowodzi, nie tyle może nawet teatralnego rozsmakowania, nie tyle siły aktorskiego działania - ile tego, że wśród bywalców poniedziałkowych imprez w wudekowskiej kawiarni łatwo o atmosferę specjalnego zaciekawienia propozycją nawet dziwną. "Tańczący kogut" Władysława Pitaka nie jest łatwy w odbiorze. Niełatwa też była dyskusja o nim. A przecież ci młodzi ludzie od pospektaklowej wymiany zdań nie tylko nie uciekli, lecz pozwolili sobie z całą powagą atakować zaprezentowaną propozycję lub bronić jej racji bytu.

Pomyślałem, że nieczęsto udaje się sprowokować ludzi do podobnej szczerości. Niełatwo też sprowokować do tego młodzież. A tutaj akurat - jest to rzecz normalna...

I wyszło na to, że byłem świadkiem, jedynej chyba u nas, próby przyzwyczajania ludzi do systematycznego i aktywnego uczestnictwa w sztuce niełatwej; w przeciągu kilku miesięcy zaprezentowano tu kilka person z aktorskiej czołówki krajowej i bardzo wielu ludzi amatorsko (co wcale nie znaczy źle) parających się monodramem. Że teraz już do "Sceny monodram" widzów przyciągają nie tylko uznane nazwiska, bo dla dzisiejszej widowni liczy się przede wszystkim możliwość kontaktu z tą właśnie formą sztuki teatralnej.

A jako malkontent "z urzędu" pozwolę sobie powiedzieć, że dobrze byłoby, gdyby ta właśnie "Scena" nadal działała. Także w "ogórkowym" sezonie.
(VIP)

Tytuł monodramu "TANIEC KOGUTÓW"
Autor: Władysław Pitak wg Stanisława Broszkiewicza
Aktor: Władysław Pitak


[link widoczny dla zalogowanych]



@@@@@@@@@

Nasza Klasa - forum dla absolwentów,
rodzin, kolegów i znajomych
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez admin dnia Sob 7:46, 20 Lut 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
admin
Administrator



Dołączył: 23 Kwi 2006
Posty: 198
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 7:49, 20 Lut 2016    Temat postu:

.
JAK W DOMU...

Zamiast motta:

"Zdrowo nas zbulwersowali koszalinianie. Galik, Hetnarowicz, Karnicki, Żelazny, Franczak to w sumie potęga. Ogłaszam Koszalin stolicą amatorskiego teatru jednego aktora w Polsce w 1973 roku" - Tadeusz Burzyński w "Scenie" 1/1974.


W tym zaś numerze przyjdzie na początek napisać tak:

Do III Wojewódzkiego Przeglądu Amatorskich Teatrów Jednego Aktora . który odbył się w czerwcu, zgłosiło akces ośmiu wykonawców. W konkursie, nagradzanym także rekomendacją do Zgorzelca, wystąpiło ... troje. Gościnnie - czwarty. Oceniało ich pięcioosobowe jury , każdemu przyznając jednakową nagrodę pieniężną, czyniąc nadzieje na udział całej trójki w przeglądzie ogólnopolskim. Gdyby okazało się to niemożliwe, niech tam jedzie Władysław Pitak ze swoim i Broszkiewiczowym "Tańcem kogutów".

Aktorzy i jurorzy stanowili też większość publiczności, która w niedzielne, czerwcowe południe, zadowalała się wróblem w garści, skoro zabrakło kanarka. Tak czy owak potwierdziło się płytkie, banalne i wręcz złośliwe spostrzeżenie, że na każdym spektaklu teatru jednego aktora publiczność będzie w większości.

(...)

Przegląd, o którym mowa, otworzył słupszczanin - Stanisław Ćwik. Jedyny przedstawiciel środowiska, które wydało Karnickiego i Hetnarowicza. Ćwik, który w konkursach recytatorskich zdobył wszelkie możliwe do zdobycia nagrody, przedstawił monodram "Posłuchajcie ludkowie" według Balzaka w oprawie Kozieła, laureata nagrody literackiej za wspomnienia wędrownego kramarza. Uznanie za pomysł: przecież, oprócz świszczących ptaszków, na odpuście można sprzedawać moralitety. Wykonanie wywołało jednak pewne zastrzeżenia. Ćwik trochę pogubił się w tekście, nastrój jego spektaklu falował w sposób nie zawsze dający się usprawiedliwić. (...)

(...) Jadwiga Galik. Przywiozła do Słupska "Miłość i śmierć" Anny Kamieńskiej, poemat tak kobiecy, że zastanawiała wręcz reżyseria Jerzego żelaznego. Ale ta spółka ma na swoim koncie dwie drugie i jedną pierwszą nagrodę w krajowej rywalizacji, więc pytanie znowu nie na miejscu. Galikową nagrodzono "za dojrzałość artystyczną" , co jest niewątpliwe, zważywszy na pięcioletnią tradycje, ale co równocześnie można traktować jak łagodne ostrzeżenie przed niezauważalnie dla wykonawczyni nadciągającą rutyną.

(...)

No i ten trzeci - Władysław Pitak. Ulegając jędrności tekstu Stanisława Broszkiewicza, kolorytowi szkockich zupaków dał w "Tańcu kogutów" próbkę odwagi, manifestującej się zaludnianiem sceny statystami wybranymi spośród publiczności. Ale nie tylko, dał również próbkę budzących nadzieję zdolności interpretacyjnych. Chociaż i tu nie brakło pustych miejsc, niekonsekwencji w sklejaniu anegdot, to sposób potraktowania tworzywa, kultura wykonania, każą przypuszczać, że aktor czujny jest na "łatwiznę", przerysowanie grożące moralnym kacem. Pitak ma, być może (w tym zestawie), najwięcej szans, aby przyciągnąć i zyskać publiczność, mniej skłonną do poszukiwania "głębi" tam, gdzie w istocie jej nie ma. Zarzut - może raczej uwaga, póki co, na marginesie przyszłych dokonań rezolutnego, lubiącego pożartować aktora.


Był wreszcie na przeglądzie, tyle, że poza konkursem, drugi słupszczanin - Ryszard Hetnarowicz. Poza konkursem, bo mógł jedynie wznowić "Na film ten ocalały dwa miliony widzów" Bogdana Chorążuka, o której to realizacji zainteresowani wiedza tyle, że nie trzeba niczego przypominać (...) Spektakl Hetnarowicza zdawał się zacierać wrażenie zawodu, niedosytu przeglądu, wywołane głównie absencją wielu wcześniej zgłoszonych uczestników, którym różne przypadki losowe pokrzyżowały niedzielne plany. Zarazem przedstawienie to utwierdziło nas w przekonaniu, że wybierając sobie na wykonawcę, twórcę teatru jednego aktora, bardziej niż w innym przypadku, wybiera się publiczność. Taką właśnie - domową, koleżeńską, przed którą co prawda nie ujdzie żaden fałsz, ale która równocześnie potrafi zrozumieć i odwdzięczyć się gospodarzowi serwującemu z najlepszą intencją to, czym jest chata bogata.

Jestem więc za przeglądem teatru tej formy - przeciw konkursowi. Przeciw konstruowaniu niezrozumiałej hierarchii wartości pojedynczych ludzi, których egzemplarze są ponoć w świecie niepowtarzalne. Teatr Jednego Aktora, tym bardziej amatorski, jako najzupełniej oryginalny może, moim zdaniem, nie przejmować się magią liczb realizacji i widowni, byle jego "potęga" brała się z człowieka wiernego przede wszystkim sobie.

Zbigniew Michta, Jak w domu, w: SCENA - wrzesień 1975 (fragmenty)
.
[link widoczny dla zalogowanych]
.
.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
admin
Administrator



Dołączył: 23 Kwi 2006
Posty: 198
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 7:54, 20 Lut 2016    Temat postu:

V OSATJA W ZGORZELCU

Moralitety, przypowieści, poszukiwania własnej drogi

(fragmenty artykułu )

Piąte OSATJA w początkach października 1975 roku, któremu nadano rangę małego jubileuszu zgromadziło w przeglądzie konkursowym 23 wykonawców z całego kraju. Mniej niż zwykle wystąpiło "weteranów", przeważali wykonawcy startujący po raz drugi lub debiutujący na scenie jednego aktora. Odbiło się to na poziomie przeglądu, w którym brakło indywidualności wielkiego formatu, nie mieliśmy jednak do czynienia z propozycjami zupełnie chybionymi. Szczególnie cieszy pojawienie się plejady bardzo młodych, uzdolnionych, wrażliwych i myślących wykonawców. Prawda, że kilku z nich padło ofiarą braku doświadczenia, podjęcia zadania nad siły, lub... reżyserów; niepowodzenia, jakich doświadczyli i których są - odniosłem wrażenie - obecnie całkiem świadomi, nie tylko nie powinny ich zniechęcać, ale mogą wręcz obrócić się w pożytek. Są - jeden z nich sam to tak ładnie określił - mądrzejsi o cztery dni OSATJA.

(...)

Inny grzech, który powtórzył się w kilku propozycjach na ostatnich Spotkaniach, to próba "aktorzenia". Najdotkliwsze to było w spektaklu, w którym jeden aktor próbował zbudować na scenie... pięć postaci, co, mimo niewątpliwych talentów wykonawcy, nie mogło mu przynieść sukcesu. Teatr jednego aktora na ogół źle znosi tego typu zabiegi. Najbardziej mu do twarzy w najskromniejszej szacie. Osobiście bardzo lubię spektakle, które tworzone są jak wiersze Różewicza: przez skreślenia, redukowanie wszelkiego tworzywa (w tym i aktorskiego ) do minimum, do tego, co naprawdę ważne; tak, by człowiek, z którym się spotykam, nie był ukryty za parawanami rozcieńczonych słów, rozbuchanych gestów i działań, nie zawsze uzasadniającej swoją obecność techniki (myślę głównie o inwazji magnetofonów ), nie zawsze potrzebnych rekwizytów i dekoracji. W tym teatrze bardziej niż w jakimkolwiek innej odmianie, wszystko musi się tłumaczyć, a to, co aktora w spektaklu wspiera, nie powinno go tłumić, przesłaniać, lecz rzeczywiście wspierać.


Jury V OSTAJA - pracujące tym razem pod przewodnictwem Wandy Uziembło, nagrodziło cztery spektakle oraz dalszych pięciu wykonawców za konkretne, nazwane w protokole walory ich propozycji bądź poszukiwań.

(...)

Bezspornego kandydata do Nagrody Głównej tym razem nie znaleziono i takiej nie przyznano. Nagrody nie są hierarchizowane (pierwsza, druga, trzecia etc.), chociaż różnią się wysokością jeśli chodzi o towarzyszący im skromny ekwiwalent materialny.

Pod tym względem na pierwszym piętrze ex equo znalazły się spektakle: "Posłuchajcie ludkowie" w wykonaniu Stanisława Ćwika oraz "Diabły i strachy wielkopolskie" w wykonaniu Janusza Kaźmierczaka, a szczebel niżej: "Mój przyjaciel Pet" w wykonaniu Anny Szmidt z "Drugim wyrokiem" w wykonaniu Jolanty Woźniak. Były to najpełniejsze, najbardziej dojrzałe i najciekawsze z propozycji zaprezentowanych na V OSATJA.

(...)

Pozostałe nagrody otrzymali; Jadwiga Galik ze Sławna (spektakl : Niosę tylko miłość i śmierć) - "za dojrzałość wypowiedzi aktorskiej", Andrzej Pieczyński z Poznania (Samotność długodystansowca) - "za udane podjęcie trudnej i ważnej problematyki", Władysław Pitak z Koszalina (Taniec kogutów) - "za udaną próbę zabawy teatralnej", Dorota Wolska z Wrocławia (Szli tedy ludzie) - "za interesującą propozycję intymnego teatru poetyckiego", Krzysztof Wołoczko ze Skierniewic (Pulsatorium) - "za poszukiwanie osobnej drogi w teatrze jednego aktora".

(...)

Przy kilku z wymienionych pozycji chciałbym chwilę się zatrzymać. (...)

Pitaka przed rokiem "zjedliśmy" za nieudany spektakl Norwidowski. Przyjechał zatem wziąć zemstę na jurorach. Połowę zaangażował w swój spektakl w rolach drugorzędnych statystów. Mnie przypadło kreować rolę kapelana. Tyle się namachałem kadzidłem, że weszło mi to w nawyk. Kadzę tedy dalej. "Taniec kogutów" w jego propozycji to coś nowego na spotkaniach. Pitakowi rzeczywiście udało się zaaranżować zabawę z czynnym udziałem publiczności. Mieliśmy dużo prawdziwej uciechy, a wykonawca satysfakcji. Jedyne, z czym nie bardzo się zgadzam - ale to już jest poza tym spektaklem-zabawą - to teoretyczne sformułowania Pitaka, kiedy mówi o zamiarach wywoływania szczerych spontanicznych reakcji i współpartnerstwa u widzów. Może te słowa co innego znaczą dla mnie, co innego dla Pitaka. W każdym razie jako kapelan daleki byłem od spontanicznej szczerości.

Najbardziej kontrowersyjną propozycję przywiózł do Zgorzelca Wołoczko. Można zażartować, że zrealizował jednoosobowo "Apocalipsis cum figuris", ale to nieprawda. (...) Plotkując, mogę szepnąć, żeśmy się bardzo w jurorskim gronie o Wołoczkę pokłócili. Przyjemnie będzie, jeśli na następnym spotkaniu Wołoczko nas pogodzi.

Tadeusz Burzyński, V OSATJA W ZGORZELCU, Moralitety, przypowieści, poszukiwania własnej drogi, w: SCENA, styczeń 1976
.
[link widoczny dla zalogowanych]
.
.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum - Galeria Zdrowia, Marketingu i Rozrywki - Strona Główna -> 1 Liceum Ogólnokształcące - Wrocław Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin